5 grzechów przeciwko zdrowiu, które popełniasz

2019-11-20
5 grzechów przeciwko zdrowiu, które popełniasz

5 grzechów przeciwko zdrowiu, które popełniasz

My ludzie XXI wieku jesteśmy wiecznie online i poddani zbyt dużej ilości bodźców. Biegamy między pracą a domem, stresujemy się szefem, pracą, korkami, rosnącymi cenami i panicznie boimy się, że coś nas ominie. Dlatego nałogowo i nerwowo co chwilę sprawdzamy social media – w poszukiwaniu nowej wiadomości, powiadomienia czy lajka. Od przejrzenia telefonu i maili zaczynamy każdy dzień. Niebieski ekran smartfona to też widok, który najczęściej towarzyszy nam w łóżku, bezpośrednio przed snem. Pytanie czy to dobrze? Jak długo tak można i kosztem czego? Na pewno zdrowia – zarówno fizycznego, jak i psychicznego. Poniżej przedstawiamy najczęstsze i największe grzechy przeciwku zdrowiu, jakie sami popełniamy. Daj znać w komentarzu, jeśli tekst jest też o Tobie. A może coś chciałbyś dodać? Czekamy na Wasze głosy.

Największe grzechy przeciwko własnemu zdrowiu, jakie popełniamy:

1.Skracanie czasu przeznaczonego na sen

Przesypiamy średnio jedną trzecią życia i… nic w tym złego. Tak zostaliśmy „zaprogramowani” przez naturę i tego domagają się nasze ciała i mózg. Od zawsze mówiło się, że choroby trzeba wyleżeć a sen to najlepszy lekarz – nie ma bowiem lepszego sposobu na regenerację. Często można też połączyć łapanie przeziębień czy odnawianie się chorób z niedosypianiem. Dlatego choć z pozoru skracanie czasu przeznaczonego na sen, zdaje się świetnym sposobem na wyrwanie kilku dodatkowych godzin z doby (np. potrzebnych na pracę po godzinach, rozkręcanie własnego biznesu czy wypełnienie wszystkich zobowiązań, których się podjęliśmy), to na dalszą metę prowadzi tylko do katastrofy. Czyli wyczerpania organizmu i osłabienia odporności.

O śnie mówi się, że to też najlepszy doradca. Ile razy gryźliśmy się z jakimś problemem, a rozwiązanie (niczym olśnienie) przychodziło nagle samo, po nocy? Noc to czas na regenerację dla naszego mózgu, podczas którego, kiedy my śpimy, on ciężko pracuje, przetwarza i porządkuje – niczym w szufladkach – konkretne bodźce oraz informacje z poprzedniego dnia. Ten, choć z pozoru mały narząd, bo stanowiący tylko 2 proc. masy naszego ciała, zużywa aż 20 proc. pozyskiwanej przez organizm energii. Dlatego następnym razem, zanim świadomie zrezygnujesz z czasu na sen, zastanów się, czy zyski będą większe niż koszty. Może dzięki zarwanej nocy Twoja doba zyska kilka dodatkowych godzin, ale odbędzie się to kosztem rozkojarzenia, obniżenia odporności i mniejszej produktywności kolejnego dnia. Nie warto!

2. Rezygnowanie z aktywności fizycznej, „bo nie mam czasu”

Gdy już wiesz, że warto dać swojemu organizmowi czas na odpoczynek, nie zapominaj także, że trzeba go czasem też zmęczyć. I warto to robić nie tylko w pracy, wysilając się nad projektem czy ślęcząc nad arkuszem kalkulacyjnym, ale też aktywnie. Dawniej ludzie robili w domu wszystko sami. Gdy chcieli zjeść posiłek, musieli narąbać drwa, potem rozpalić w piecu i podtrzymać ogień. Ręcznie też prali i zmywali. Teraz możemy kupić posiłek instant w drodze do domu, wrzucić go do garnka i podgrzać w kilka minut na gazie. Albo jeszcze lepiej – wystarczy kilka kliknięć w aplikacji i gotowe, ciepłe jedzenie jest nam dostarczane pod same drzwi. Wygodne, prawda? Pytanie, czy takie dla nas dobre. Ruszamy się znacznie mniej niż kiedyś, a czujemy się bardziej zmęczeni – czy to nie paradoks? W pracach domowych wyręczają nas przecież zmywarki, pralki czy automatyczne odkurzacze, o których włączeniu nie musimy już nawet pamiętać. Ale my zdajemy się tego nie dostrzegać – wciąż „brakuje nam doby” albo „nie mamy siły”. Szczególnie jeśli mamy zaplanować jakąś aktywność czy iść na trening. Warto odróżnić zmęczenie psychiczne, które wynika ze stresu albo całodziennej pracy umysłowej (obecnie przecież większość z nas tak pracuje) od zmęczenia fizycznego. To drugie towarzyszy nam w obecnych czasach znacznie rzadziej, bo w naszych obowiązkach wyręcza nas coraz więcej sprzętów.

Ruch to kolejny lekarz, tak jak sen, całkowicie za darmo. A my z niego nie korzystamy. Nie bez przyczyny ruch to podstawa nowej piramidy żywienia (i zdrowia). Warto się przemóc i zacząć – choćby od 5, a potem 10 tys. kroków robionych dziennie. Nie trzeba od razu kupować karnetu na siłownię. Wystarczy dwa, trzy razy w tygodniu iść na dłuższy spacer, wysiąść z autobusu czy tramwaju wcześniej i przejść na pieszo ostatnie dwa przystanki albo wybrać się na weekendową przejażdżkę rowerem. Nie trzeba karnetów na siłownię, specjalnych strojów, sprzętu, a w dużych miastach – nawet własnego roweru, bo te można wypożyczyć w minutę na co drugim rogu. Nasze zdrowie, samopoczucie i skołatane nerwy na pewno nam się odpłacą.

3. Uciekanie w używki i szybkie, śmieciowe jedzenie

Kto nie lubi zacząć dnia od kubka gorącej kawy? A niektórzy dodatkowo od papierosa? Potem bieg do pracy – często bez śniadania. W pracy kolejna kawa, żeby zacząć myśleć. Kupna kanapka jedzona na szybko – na przykład nad komputerem. Potem trochę pracy, kończenie projektu czy finalizowanie transakcji. Przerwa na jedzenie – chińszczyzna spod pracy (albo to co koledzy akurat dziś zamówią w dostawie) czy szybki obiad/lunch w biurowej kantynie. Potem szybko spalony papieros i kolejna kawa plus batonik, bo przecież po jedzeniu najlepiej byłoby się zdrzemnąć, ale nie można. No chyba że dostaniemy nieprzyjemny komentarz od szefa albo przyjdzie trudny klient – wtedy kawa już nie jest potrzebna, tylko raczej kolejne wyjście na papierosa na uspokojenie skołatanych nerwów. A po pracy, na odstresowanie, wyjście na piwo czy kieliszek (lub dwa) wina do kolacji. Rzeczywistość ilu z nas przypomina powyższy opis?

Nie trzeba jednak pracować w korporacji czy w dużym mieście, żeby wybierać gotowe dania albo posiłki z pół produktów czy nadużywać kawy. Komu z nas nie zdarzyło się kupić mrożonej pizzy z marketu na kolację, pić kilku kaw dziennie, pić energetyków albo topić stres albo smutki w alkoholu, zajadając słodycze? I nie ma w tym nic złego (prawie) jeżeli zdarzy się to okazjonalnie – w końcu jesteśmy tylko ludźmi, a nawet diety przewidują odstępstwa. Gorzej jeżeli te grzeszki stają się naszą codziennością. Nadmiar kawy podnosi ciśnienie, odwadnia i obciąża nerki. O szkodliwości palenia raczej nie trzeba się rozwodzić.

Wiele osób jednak zapomina, że jedzenie też może uzależniać – np. cukier (czekolada czy słodzone napoje) albo proste węglowodany – tak szkodliwe dla naszego organizmu. To z jedzenia czerpiemy energię. Opierając swoje żywienie na gotowych produktach albo kupionych daniach, nie do końca nie wiemy, co spożywamy. Zazwyczaj wybieramy też wtedy rzeczy, które są ubogie w warzywa i owoce, czyli cenne witaminy, mają za dużo soli i złe, najtańsze tłuszcze w kalorycznych sosach. Warto, żebyśmy nie tylko „jedli”, ale „odżywiali” swój organizm. A do tego potrzeba witamin, węglowodanów złożonych – ciemnych makaronów, ryżu i kasz i zdrowych tłuszczów (czyli nie tych z mięsa, które odpowiadają za wysoki cholesterol, ale wartościowej oliwy z oliwek czy oleju kokosowego). Dieta to kolejna podstawa zdrowia – zła może powodować choroby, dobra – leczyć.

4. Życie w stresie i ciągle online

Chociaż nasze życie generalnie nie jest zagrożone – nie musimy, niczym nasi przodkowie, polować na jedzenie, chronić się przed dzikimi zwierzętami, walczyć w wojnach czy borykać się z ubóstwem, biedą i głodem – nasz poziom stresu wcale nie jest dużo niższy niż w poprzednich pokoleniach. Zmieniają się tylko często bodźce, które go wywołują. Jak pokazują badania, przeciętny mieszkaniec Ameryki pochłania dziennie 34 gigabajty danych, co jest odpowiednikiem 100 tysięcy słów. Najłatwiej zobrazować, że to tak, jak gdyby ktoś mówił do nas nieprzerwanie przez 12 godzin. I rzeczywiście – nieustannie przewijamy kolorowe obrazki w social mediach, nasz wzrok przykuwają ruchome reklamy, w autobusie towarzyszą nam reklamy, wyglądamy przez okno – tam kolejne banery. Wracamy do domu i do kolacji oglądamy telewizję…

Mówi się, że obecnie w ciągu doby dociera do nas więcej bodźców niż do ludzi średniowiecza przez całe życie. Nasze mózgi nie są dostosowane do przetwarzania tak dużej ilości informacji. I radzą z tym sobie reagując stresem… Plagą naszych czasów stało się FOMO (ang. Fear of Missing Out), czyli lęk, że coś ważnego nas ominie – na przykład jeśli telefon nie będzie w stanie naszego zasięgu przez dłuższą chwilę. Dlatego ściskamy go kurczowo w dłoni nawet idąc do toalety, zaczynamy i kończymy z nim dzień, używamy go nawet przy kolacji z partnerem. Kupujemy nawet inteligentne zegarki, żeby mieć powiadomienia przez całą dobę, prosto z nadgarstka.

Warto sobie uświadomić, że cały ten stres, jaki nas otacza, często napędzamy sobie sami. Robimy to nadmiarem bodźców i zupełnie niepotrzebnie. Mimowolnie – ale za własnym pozwoleniem – stajemy się niewolnikami mediów społecznościowych. Pokazujemy tam podkoloryzowane życie lub obserwujemy wyglądające doskonało życia innych i czujemy się niewystarczająco dobrzy, ładni, szczupli, przebojowi. Rozwiązaniem tej sytuacji jest cyfrowy detoks, czyli świadome ograniczanie przeznaczonego czasu na social media. Czy wiesz, że od jakiegoś czasu Facebook i Instagram umożliwiają podejrzenie, ile czasu dziennie spędzasz korzystając z tych aplikacji? Sprawdź sam/a w ustawieniach! Zastanów się, bo może to właśnie te aplikacje zabierają Ci czas, którego Ci tak brakuje, a który kompensujesz sobie rezygnując ze snu, sportu czy wybierając tylko kupne posiłki.

Badania naukowców z Uniwersytetu z Pensylwanii pokazały też, że ograniczenie korzystania z mediów społecznościowych (Facebooka, Instagrama i Snapchata) do 10 minut dziennie, znacząco zmniejszyło poczucie osamotnienia wśród badanych. Choć w teorii media te miały służyć do łatwej i szybkiej komunikacji z bliskimi, stały się miejscem, gdzie pokazujemy tylko dobre chwile i dodajemy zdjęcia z filtrami, np. wyszczuplającymi, co przekłamuje rzeczywistość. Dlatego warto je ograniczyć i zacząć dostrzegać to, co wokół i prawdziwe. Pójść na spacer i posłuchać szumu drzew i śpiewu ptaków. Jeść posiłki bez telewizora w tle – skupiać się na smaku, zapachu i fakturze potraw, smakować je, używając wszystkich zmysłów. Porozmawiać z bliskimi. Poczytać książkę. Porozwiązywać krzyżówkę, sudoku czy nawet chwycić za kolorowankę dla dorosłych. Znaleźć hobby, jak robótki ręczne. Posiedzieć w ciszy.

5. Trwanie w toksycznym środowisku

To problem, który najtrudniej dostrzec. Często bowiem ignorujemy wszystkie sygnały ostrzegawcze oraz głosy innych i zupełnie nie chcemy do siebie dopuścić myśli, że nie sprzyja nam to, co jest nam najbliższe – na przykład partner. Boimy się zmian, co jest naturalne i wpisane w naszą naturę. Ze zmianami wiąże się bowiem ryzyko – przede wszystkim, że coś stracimy, zostaniemy z niczym albo w zamian przytrafi nam się coś jeszcze gorszego. Dlatego cierpliwie, choć nie bez bólu i wyrzeczeń, znosimy trudnego partnera albo toksycznego szefa. Tkwimy w środowisku, które nas nie rozwija i nie sprzyja nam zarazem, ale jest względnie stabilne. „Bywają gorsze, ale i lepsze dni” – tłumaczymy samym sobie. Ale to wszystko odbija się na naszych emocjach i zatruwa nas stopniowo każdego dnia, zabierając nam zdrowie zarówno psychiczne, jak i fizyczne.

Podstawą jest, by się przemóc i coś zmienić. Postawić czasem wszystko na jedną kartę i zaryzykować. Zmienić pracę, partnera czy miejsce zamieszkania. Nie zawsze trzeba zaczynać od rewolucji. Można skorzystać z metody małych kroków. Przestawić meble, kupić ubranie w krzykliwym kolorze, które nam się podoba, ale nigdy nie mieliśmy odwagi „bo do nas nie pasuje” albo – jak to robią kobiety – zmienić fryzurę czy kolor włosów. A potem, ośmieleni, może nawet pójść za głosem serca i założyć firmę, o której wiecznie marzyliśmy. Albo znaleźć czas i powrócić do ukochanego hobby, które porzuciliśmy, by poświęcić czas na przykład na dodatkową pracę. Zdrowy egoizm i robienie tego, co nas rozwija oraz uszczęśliwia to podstawa – zadowolenia i zdrowia.

Słowem podsumowania

Często nie zwracamy uwagi, że nawyki, które mamy (takie jak nadużywanie kawy czy rekompensowanie trudnego dnia alkoholem albo słodyczami), mogą być naszymi uzależnieniami i mają na nas tak negatywny wpływ. Żeby utrzymać ogólne zdrowie ważny jest zarówno aspekt cielesny, jak i umysłowy. Na dobre zdrowie bowiem składa się zarówno dobra kondycja ciała, jak i „duszy”. Dlatego należy nie tylko dobrze jeść (warzywa, owoce, witaminy, węglowodany złożone, zdrowe tłuszcze), wysypiać się (spać co najmniej sześć godzin codziennie, albo tyle, ile potrzebuje nasz organizm) i regularnie się ruszać (trzy razy w tygodniu dłużej, a codziennie robić przynajmniej 5 tysięcy kroków), ale też ograniczać stres i trzymać się z daleka od rzeczy, które nas unieszczęśliwiają. Może to być nieprzyjazne środowisko pracy, ludzie, którzy na nas żerują czy toksyczny partner. Czasem mała zmiana może dać wielki efekt. Najważniejsze żeby sobie uświadomić, co robimy źle, a potem to zmieniać. Powodzenia!

Pokaż więcej wpisów z Listopad 2019

Polecane

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel